Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chinmoku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chinmoku. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Odchodzą

Tym razem żegnamy dwa wilki - Azzai i Chinmoku.  Będziemy o was pamiętać.
Powód: Śmierć


"Wszystko, co powiesz może być użyte przeciwko tobie"


snow_body

"Śmiejesz się ze mnie bo jestem inny? Ja się śmieję z ciebie bo jesteś taki reszta"


niedziela, 16 kwietnia 2017

Od Chinmoku CD. Azzai

~ Wygodnie… - pomyślałem.
Otworzyłem powoli oczy i zobaczyłem w swoich łapach ogon Azzai która wtulona we mnie smacznie spała. Co się stało? Spojrzałem lekko zdziwiony na śpiącą. Powstałem ostrożnie, aby jej nie wybudzić. Powędrowałem w kierunku wyjścia z jaskini. Coś było nie tak, w powietrzu wręcz wyczuwalny był smród czegoś obcego, ani trochę nie przypominającego wilka. Smród kłopotów. Wyszedłem i rozejrzałem się ostrożnie. Gdzieś z niedaleka zobaczyłem obcą, czarną postać z której pyska sączyła się krew, a ślepia przeszywały na wskroś. Popędziłem szybko do Azzai i potrząsnąłem nią, aby się obudziła.
- Co się znowu stało Pawianie! – podskoczyła jak oparzona. – Jak śmiesz mnie budzić!
- Azzai jest źle! Szybko! – krzyknąłem na nią, a ta spojrzała na mnie pytająco.
Nie było czasu na wyjaśnienia. Musiałem działać, gdyż demoniczna postać nas zauważyła i poczęła zmierzać w naszą stronę. Wziąłem ją na grzbiet i wystrzeliłem jak petarda z jaskini.
- Co ty do cho*ery robisz?!
- Chcesz, abym Cię tam zostawił?! – pędziłem jak tylko się da.
- Masz mnie odstawić i wyjaśnić, co w Ciebie wstąpiło!
- Demon.
- Co?
- Demon po nas szedł. Nie było czasu.
- O czym ty mówisz? – Szczurek walnął mnie w grzbiet.
Czy ta wadera naprawdę musi mi tak działać na nerwy?! Niech się lepiej zamknie, bo jeszcze ją zostawię i niech radzi sobie sama. W pewnym momencie pisnęła i wtuliła się w mój grzbiet. Zobaczyliśmy kilka demonów biegnących za nami. Cho*ery. Skręciłem z bok, gdyż z naprzeciwka i z prawej nadchodziły kolejne.
- Chin… - łzy spłynęły po jej policzkach. – Co jeśli nie przeżyjemy.
Pierwszy raz powiedziała do mnie po imieniu. Pamiętna chwila. Ale nie jestem pewny czy nie ostatnia, bo demony zapędziły nas w kozi róg, nawet nie miałem szansy odlecieć, ponieważ niektóre z nich się unosiły w powietrzu. Wadera zeszła mi z grzbietu. Osłoniłem ją. Przytuliła się do mnie.
- Chin. – wtuliła się jeszcze mocniej. – Daj spokój, to jest zbędne. I tak nie dasz im rady.
- Azzai… nie chce, żebyś zginęła. Jesteś kimś ważnym dla mnie. – sam nie wiedziałem czemu to mówię. Pewnie przyciśnięty momentem bliskiej śmierci, słowa szczerości same nasuwały mi się na język. Ale dlaczego? Ta wadera przecież… mnie nienawidzi. Popatrzyła na mnie zdziwiona, po czym znowu mnie ścisnęła.
- Ja też nie chcę twojej śmierci. Przecież gdyby tak nie było, już dawno zostawiłabym Cię na pastwę losu po walce z niedźwiedziem.
Wstyd się przyznać ale moje oczy też zaszkliły się na te słowa. Objąłem waderę czule. Potwory zbliżały się coraz bliżej. Zasłoniłem Szczurkowi oczy, aby nie widziały, tego, co zaraz się odbędzie.
- Azzai. Dziękuję. Dziękuję za wszystko. – szepnąłem jej do ucha. Sterczeliśmy przytuleni, czekając na dalsze zdarzenia.
- Dziękuję, że mnie zauważyłeś. – łykała słone łzy.
Demony naraz rzuciły się na nas bez ostrzeżenia. Poczułem okropny ból, po czym zasnąłem i już nigdy więcej się nie obudziłem.

Dziękuję Azzai za wspólną przygodę na tej watasze. Teraz ich dzieje odejdą w niepamięć, a razem będą mogli cieszyć się w niebie ( i na innej watasze xd).

piątek, 31 marca 2017

Od Chinmoku CD Azzai

- No już wystarczy, bo mi futro zmoczysz. – odepchnąłem waderę.
Azzai pod wpływem pchnięcia lekko się zachwiała, po czym dała radę utrzymać się w pionie.
- J-jasne. – próbowała dojść do siebie.
Otrzepałem się i ponownie położyłem spać. Azzai położyła mi łapę na czole. Usłyszałem, jak szepcze, o moim rozpalonym czole. Minęło trochę, gdy się tak kręciłem na wszystkie strony z powodu dreszczy i bólu głowy, ale w końcu udało mi się zasnąć.

*we śnie*

Scena z przeszłości. Lał jesienny deszcz, a ja jeszcze jako szczeniak siedziałem samotnie pod łysym drzewem. Płakałem po cichu. Moje futro przemokło od deszczu, a ja trząsłem się z zimna, wpatrując się w trawę.
- Dlaczego jestem zupełnie sam? Dlaczego nie ma przy mnie nikogo? – myślałem ze łzami lecącymi mi po polikach. Przechodziły mnie dreszcze. – Czy to moja wina? Ja tylko chcę mieć rodzinę…
Szczeniak, który tak bardzo pragnął rodziny. Pragnął opieki i czułości, której nigdy nie doświadczył, nie będzie szczęśliwym wilkiem w przyszłości.
- Nie chcę być samotny… - położyłem się i skuliłem. – Proszę… niech mnie ktoś przytuli…

*w realnym świecie*

Obudziłem się gwałtownie. Mój oddech był ciężki, a zarazem szybki. Wpatrywałem się chwilę w podłogę. Spojrzałem na niebo za jaskinią. Panowała noc i padał deszcz. Obróciłem się, szukając wzrokiem Azzy. Leżała niedaleko mnie. Położyłem łapę na głowie. Jak to możliwe, że ten koszmar jeszcze mnie dręczy?
- Cho***a. – szepnąłem do siebie.
Musiałem długo spać. Jeszcze za nim się położyłem, było popołudnie. Usiadłem na skraju wejścia do jaskini. Krople deszczu delikatnie chlapały moją twarz. Patrzyłem w dal, za nocną mgłę rozmyślając nad zdarzeniami z przeszłości. Moje rany zaczęły znowu boleć podobnie jak głowa.
- Eh.. – położyłem uszy z bólu.
Po chwili tak jak we śnie skuliłem się, przykrywając się moim cienistym ogonem. Patrzyłem jeszcze przez chwilę w dal z zamyśleniem, po czym znowu zasnąłem. Nienawidzę snów o mojej przeszłości. Po nich moje zmysły tępieją, a ja sam staję się rozkojarzony, co skłania mnie do przemyśleń. Zasnąłem.

Azzai? ;3

piątek, 24 marca 2017

Od Chinmoku CD. Azzai

Zacząłem powoli odzyskiwać świadomość. Głowa cholernie mnie bolała. Zalewała mnie na zmianę fala zimna i towarzyszące jej dreszcze, a raz fala gorąca. Otworzyłem delikatnie oczy. Chwila… czy to jaskinia Szczurka? Ah, no tak… sam do niej przyszedłem. Poczułem jakby coś, przykrywało mój grzbiet. Delikatnie uniosłem głowę, mimo bólu jaki mi to sprawiło, i zobaczyłem czyjś okrywający mnie ogon. Poprowadziłem swój wzrok za ogonem i ujrzałem śpiącego obok mnie Szczurka. Czy ona… zaopiekowała się mną? To kochane z jej strony. Spojrzałem na moje łapy, całe okryte były bandażami. Podobnie jak brzuch i czoło. Czułem jeszcze ból, ale na pewno nie tak wielki jak wcześniej. Spróbowałem wstać, ale nie udało mi się to, ze względu na dotkliwy ucisk w klatce piersiowej oraz bólu głowy.
- Chole** - mruknąłem do siebie.
- Maskonur? – wyszeptała, rozbudzająca się wadera.
Spojrzałem na nią. Wyglądała na zatroskaną.
- Ile już tak leżę?
- Dwie godziny.
Zamyśliłem się. Dwie godziny to dosyć długo… Musiałem nieźle oberwać.
- Musiałeś nieźle oberwać..
- Czytasz w myślach? – zdziwiłem się.
- N-nie, dlaczego? – sama też się zdziwiła.
Pokręciłem głową i znowu przeszył mnie ból. Zmarszczyłem brwi i syknąłem.
- Hey, wszystko dobrze? – zbliżyła się do mnie.
- Tak, tylko…
- Co Ci się stało? Pewnie znowu kogoś zaczepiałeś! Jak możesz być tak okrutny i złośliwy. Już naprawdę ja Ci nie wystarczam, tylko musisz dręczyć innych?!
- Czyżbyś była zazdrosna? – zapytałem zmulonym i obolałym głosem.
- Tylko jedno Ci w głowie. Idiota.
- Szczurek.
Wadera odwróciła ode mnie głowę obrażona. Pomyślałem, że nawet nie znam jej imienia. Śmieszna sytuacja. Ciekaw jestem, czy też zwróciła na to uwagę.
- Tak właściwie, to jak ty naprawdę masz na imię?
Zaskoczony wzrok wadery znowu spoczął na mnie.
- No tak, racja. Jeszcze nie znamy swoich imion. Jestem Azzai.
Hmm, ładnie.
- Chinmoku.
- Chinmoku?
Azzai parsknęła.
- Całkiem zabawne. – uśmiechnęła się delikatnie.
Odwzajemniłem ostrożnie uśmiech.
- Wracają, kto Ci to zrobił?
- Niedźwiedzica. – wbiłem wzrok w ścianę.
Tutaj waderę zamurowało. Wykrzywiła wzrok.
- Jak to niedźwiedzica?! Dałeś pobić się zwykłemu zwierzęciu?! Idiota!
- Nie miałem szans, zaatakowała mnie z zaskoczenia. – odparłem spokojnie.
- Czy ty masz w ogóle jakiś rozum?! Kim ty jesteś! Wilkiem czy małym, rasowym pieskiem! Mogłeś umrzeć! Jak to się skończyło, że jeszcze żyjesz….? – do oczu Azzai zaczęły napływać łzy.
Zdziwiłem się, widząc jej zaniepokojenie całą sprawą.
- Coś huknęło i wystraszyło ją…. – patrzyłem na waderę dużymi oczami.
- Całe szczęście! Gdyby nie to, ty byś… ty byś… - na jej polikach widoczne były spływające łzy. Obróciła się gwałtownie, plecami do mnie.
Wstałem ostrożnie i podszedłem bliżej płaczącej. Mimo bólu nie odpuściłem. Pierwszy raz ktoś się mną tak przejmuje. Położyłem swoją łapę na jej grzbiecie.
- Azzai..
- Daj mi spokój, puściły mi nerwy. Muszę się uspokoić…
Przytuliłem się do niej. Wyczułem drgnięcie jej ciała. Momentalnie wstrzymała łzy.
- Nie płacz. Nie jestem tego wart. Teraz po prostu się przytul, ponoć pomaga…. – moja twarz była bardzo poważna. Na moje policzki wpełzły delikatne rumieńce.
Azzai obróciła się i wtuliła się we mnie z płaczem. Pod wpływem nacisku jej ciała, znowu poczułem ból, ale to nie było w tej chwili ważne. Chociaż to mogę zrobić w podzięce za uratowanie mi życia.
- Dziękuję. – wyszeptałem jej do ucha.

Azzai? ;3

środa, 22 marca 2017

Od Chinmoku CD. Azzai

Wybrałem się na samotną przechadzkę po Lesie Angae. Podziwiałem cudowne widoki drzew kołyszących się w rytm wiatru. Przystanąłem koło małego wodnego zbiornika, aby się napoić. Można powiedzieć, że uschło mi w gardle od droczenia się ze Szczurkiem. Uśmiechnąłem się. Ta wadera jest jak bomba. Jedno może nie do końca przyjemne dla niej słowo i BOOM! Dosyć łatwo wyprowadzić ją z równowagi. Dla mnie to dobra okazja do zabawy. W pewnym momencie poczułem jakby cos ciągnęło mnie za ogon. Obróciłem się gwałtownie. Stał tam mały niedźwiedź, który w zębach zaciskał mój ogon.
- Ładnie to tak? – zmarszczyłem brwi.
Mały niedźwiedź, zaczął jeszcze mocniej ciągnąć za mój ogon. Nie zaprzeczę, że bolało. Mimo dodatkowego oporu uniosłem się delikatnie w górę i pacnąłem niedźwiadka w nos. Ten wypuścił ogon i zaczął ryczeć.
- Uciszyłbyś się. Nie lubię hałasu.
Misiowy widocznie nie spodobało się to co powiedziałem, bo zmierzał w moim kierunku warcząc. Dodatkowo pacnąłem go ogonem.
- No już! Wracaj do mamusi!
Nagle moją uwagę zwrócił wielki cień zza moich pleców. Nie wyglądał na wilczy. Obróciłem się i dostałem łapą po pyszczku. Przewróciłem się. To dorosła niedźwiedzica, wróciła po swojego misia i chyba nie spodobały jej się moje igraszki. Rzuciła się na mnie z pazurami, nie miałem nawet czasu aby odpowiednio zareagować. Zaczęła rzucać mną na wszystkie strony, drapiąc i gryząc. Nie miałem siły zmienić się w cień. Patrzyłem tylko, oddając się bijatyce. Mój wzrok zaczął się rozmazywać, czułem, że zaraz zemdleję. W pewnej chwili rozległ się huk który spłoszył zwierzę. Leżałem zakrwawiony na ziemi. Co za upokorzenie…
- Nie będę tak tu przecież siedzieć.. – stwierdziłem.
Wstałem ostrożnie i począłem kroczyć w kierunku jaskini Azzai. Obolały uśmiech wpełzł mi na twarz. Ciekaw jestem jej reakcji. Po pewnym czasie, doszedłem do celu. Azzai siedziała w swojej jaskini.
- Witaj, Szczurku…
Wadera obróciła się gwałtownie. W pierwszym momencie jej twarz okazywała grymas z powodu mojej obecności ale zmienił się wraz z zaistniałą sytuacją. Wyglądała na przestraszoną.
- C-co ci się….?
- Dużo by… mówić.
Zemdlałem.
Azzai? No, co zrobisz? XD
 

sobota, 18 marca 2017

Od Chinmoku CD. Ciszy

Co jest nie tak z tą waderą? Jest dosyć dziwna, ale kłamałbym mówiąc, iż mnie odpycha. Podjąłem dobry wybór dołączając do tej watahy. Jest tu tyle ciekawych wilczków, każdy jest inny i na swój sposób specyficzny. Obejrzałem się po jej mieszkaniu.
- Ciekawie tu masz, nie powiem – rozłożyłem się na kanapie, przeciągając się jak kot.
~ Dziękuję. – odpowiedziała smutno, popijając herbatę.
- Często się uśmiechasz? – chciałem zmusić waderę do dłuższej konwersacji.
~ Serio pytasz? – spojrzała na mnie z wyrzutem.
- No a jak? Oczywiście! Chciałbym dowiedzieć się o tobie jak najwięcej. – nie spuszczałem uśmiechu z mojej twarzy.
~ Uhum – odwróciła się.
Zmarszczyłem brwi. Z nią naprawdę nie da się bawić.
- Jesteś dziewicą? -wypaliłem.
Wadera prawie wylała herbatę.
~ O co ty mnie pytasz?! – zarumieniła się.
- To co mi ślina na język przyniesie. – uśmiechnąłem się do niej ponownie. – Inaczej nie mogę zwrócić twojej uwagi.
~ Jesteś strasznie narcystyczny. Po za tym zachowujesz się jak szczeniak, który wymaga specjalnej uwagi. – tym razem to ona zmarszczyła brwi.
- Narcystyczny? Szczeniak?
~ Mam powtórzyć?
Prychnąłem pod nosem.
- Nie musisz. Pierwszy raz słyszę jakieś normalne wyzwiska niż tylko Maskonur.
~ Maskonur? – zdziwiła się, ale wyglądała na rozbawioną.
- Owszem. Pewna nieznośna waderka o imieniu Azzai mnie tak nazywa. I jak tu żyć? – pokręciłem głową.
~ Przezwisko widzę zasłużone. – pokierowała swój wzrok na moją maskę.
- Daj spokój Masochistko. – odwróciłem się z uśmiechem przed siebie.
Siedzieliśmy tak w ciszy popijając herbatę. Zaczęło się ściemniać.
- Chyba powinienem już iść. – wstałem z kanapy, odłożyłem pusty kubek po herbacie i ruszyłem w stronę wyjścia.
~ Oh, ok. – Cisza odprowadziła mnie do wyjścia.
- Może jeszcze tutaj zawitam. – puściłem do niej oczko.
Wadera wbiła wzrok w ścianę.
- Rozumiem, że odpowiedź brzmi: Tak.
~ Odbierz to sobie jak chcesz. – wzrok znowu jej posmutniał.
Ruszyłem w stronę zachodzącego słońca. Przyznam, że byłem lekko poruszony. To było dziwne. Poczułem się chciany w tym zamkniętym i chłodnym dla mnie społeczeństwie. Tylko ona przyjęła mnie tak ciepło jak żaden wilk przedtem. Nawet jeśli widziałem, że czuła się przy mnie skrępowana i poirytowana, nie rzucała mi w twarz wyzwiskami. Wytrzymała ze mną. Czy to przeznaczenie?

                                     Cisza? Wiesz, że Chinmoku to po japońsku cisza? :D

środa, 15 marca 2017

Od Chinmoku cd. Azzai

- To takie zabawne gdy wadera która nie potrafi chociażby podziękować, wypowiada się na temat savoir – vivre. – uśmiechnąłem się znacząco.
Wadera rzuciła mi tylko wymowne spojrzenie i prychnęła pod nosem.
- Śmieszny jesteś. To była próba zabójstwa, a nie pomocy.
- Ranisz mnie. Naprawdę chciałem pomóc. – w moim tonie można było wyczuć nutkę ironii.
Odkąd poznałem Azzai coraz częściej mam ochotę ją odwiedzać i jej dokuczać. Może to dlatego, że od dawna nie wchodziłem z nikim w głębsze relacje. A tu nagle zjawia się ona. Wadera której zawdzięczam chęć droczenia się i wyżywania psychicznym. Co do psychiki mam nadzieję, że ma silną, bo zabawa będzie mało satysfakcjonująca. Wielka byłaby szkoda, gdyby Szczurek wysiadł mi już trzeciego dnia. Przypatrzyłem się jej. Jej wzrok mówił sam za siebie. Wrażał: Spie*****j z mojej posesji. Jeszcze ją podręczę, i myślę, że na dzisiaj wystarczy. Jestem ciekawy jak długo wytrzyma.
- Mógłbyś proszę wyjść? – powiedziała przez zaciśnięte ze złości zęby.
- Czuję się niechciany – rzuciłem Azzie wymuszone, smutne spojrzenie.
- Masz bardzo dobre przeczucia, a teraz wyjdź za nim odgryzę ci narzędzie niedoszłej zbrodni.
- Oj, nie odgryzaj mi mojego ślicznego, puchatego ogonka. – momentalnie podniosłem ogon i zacząłem gładzić go łapkami.
- Zaraz zobaczysz moje możliwości, jeśli stąd nie wyjdziesz.
- Grozisz mi Szczurku? – zaśmiałem się.
- Tak. Można tak powiedzieć. A teraz wywalaj.
- Smutno mi teraz – zrobiłem najsmutniejszą minę jaką miałem – przecież nic ci nie robię.
- Wypad! I to w trybie natychmiastowym!
- Rety. Spokojnie, bo ci żyłka pęknie. – znalazłem się przy wyjściu z jaskini.
- No już. Opuszczamy lokal. – podeszła do mnie i zaczęła pchać mnie na zewnątrz.
- Oi nie pchaj mnie. – zmarszczyłem czoło.
- Muszę używać siły, bo słowa na ciebie nie działają – wadera pchała mnie coraz mocniej.
W końcu uniosłem się w powietrze, przez co Azzai upadła.
- I tak mam swoje zajęcia. Więc muszę się zbierać. Do zobaczenia Szczurku.
- Nara ci. Nie chcę cię już więcej widzieć! Pamiętaj o tym! – machała do mnie łapą na pożegnanie z szerokim usatysfakcjonowanym uśmiechem.


Azzai?

piątek, 10 marca 2017

Od Chinmoku cd. Ciszy

- Hey będę miał kłopoty ze spaniem, jestem zbyt wrażliwy na takie widoki.
- Huh? – wadera spojrzała na mnie zaskoczona swoimi błękitnymi oczyma.
Wisząc w powietrzu, uśmiechnąłem się do wadery.
- Jesteś masochistką? Po co się tniesz?
Wadera odwróciła tylko wzrok.
- Nie zrozumiesz tego…
- Jestem bardzo rozumnym basiorem na twoje szczęście – mrugnąłem do niej.
- Daj mi spokój.. – oczy wadery zaczęły błyszczeć się od nadpływających jej do kącików łez.
Zmarszczyłem brwi.
- E? Przecież dopiero zacząłem konwersację.
Niebieskooka zaczęła płakać.
- Powiedziałam, żebyś dał mi spokój! – powiedziała stanowczym głosem, po czym chrząknęła, jakby rozbolało ją gardło i zniżyła tony, . – Nie mam ochoty na gierki.
Podfrunąłem niżej ziemi i znalazłem się tuż przed waderą. Ta, z kolei próbowała ukryć łzy.
- Mogę znać imię mojego drogiego, masochistycznego kotka?
- Cisza. Jestem Cisza. – Cisza próbowała się jak najszybciej ulotnić.
- Oi, nie uciekaj. Jeszcze nie skończyłem.
Cisza nadepnęła mi na łapę wiszącą jakieś pięć centymetrów nad ziemią, czym sprowadziła mnie na powierzchnię.
- To bolało – zmarszczyłem brwi.
- Czego nie rozumiesz w zdaniu: Daj mi spokój? – Wadera była dosyć poddenerwowana, ale i tak mówiła dosyć cicho.
- Rety, z tobą naprawdę nie można się bawić…
- Pozwól mi odejść i pobyć w samotności – Cisza zaczęła szybkim tempem odchodzić.
- Dlaczego tak bardzo chcesz siedzieć w samotności? – zdziwiłem się. Ja sam nie potrafię znieść samotności przez dłuższy czas. To co powiedziała było dla mnie w pewnym sensie niezrozumiałe.
- Bardzo widać jakim jesteś rozumnym basiorem.
- Z takim podejściem łatwo nie zdobędziesz przyjaciół. Otwórz się na wilki! – uśmiechnąłem się szeroko.
Cisza zatrzymała się.
- I tak nikt nie będzie lubił takiego wilka jak ja. Po co komu taka przyjaciółka?
Zrobiło się niezręcznie. O co jej tak właściwie chodzi?
- Dlaczego tak sądzisz masochistko kochana?
- O to, że nikt nie będzie w stanie zrozumieć tego co czuję.
Spojrzałem krzywo na niebieskooką.
- Kim ty tak właściwie jesteś?
Zacisnęła powieki.
- Jestem nikim.. – znowu zaczęła odchodzić, ale powolnym krokiem.
Cisza zaciekawiła mnie nieco. Nie poszedłem za nią więcej, ale rozmyślałem nad zrozumieniem tej smutnej i melancholijnej wadery.



Cisza? Wybacz, jeśli to co tutaj napisałam nie jest zgodne z charakterem Ciszy T_T Nie krzycz..

poniedziałek, 6 marca 2017

Od Chinmoku cd. Azzai

- Nie drzyj się tak, bo zwierzęta straszysz – spojrzałem na waderę z typowym dla mnie uśmieszkiem.
- Masz mnie natychmiast wyciągnąć z tej wody! – źrenice wadery gwałtownie się zmniejszyły, a jej zęby zgrzytały ze złości.
- Ale z ciebie leniuch. Sama się stamtąd wydostań. Trochę ruchu nie zaszkodzi, przyznaj.
- Ale z ciebie dureń. – Azzai podpłynęła do brzegu rzeki i wyszła cała zmoczona. Patrzyła na mnie jakby zaraz miała się na mnie rzucić i pożreć w całości.
- Nie zimno ci?
- Och, nie! Skąd! Wprost przeciwnie! Aż promienieję! – szczególnie podkreśliła słowo ‘’promienieję’’.
Unosząc się w górze, patrzyłem na waderę wzrokiem zwycięstwa. W końcu zlitowałem się nad drżącą z zimna waderą i otuliłem ją bardzo ciasno ogonem. Azzai tylko spojrzała na mnie zdziwiona, po czym zaczęła się wykręcać z objęć cienistego ogona.
- Puść mnie maskonurze! – krzyczała.
-Dlaczego?
- Duszę się!
- A chcesz się rozgrzać?
- Duszę się! – krzyknęła ponownie coraz bardziej się wiercąc.
- A ja za to się świetnie bawię – oznajmiłem z uśmieszkiem.
Szczurek w końcu przestał się wiercić ze zmęczenia, a ja widząc to uwolniłem waderę z uścisku.
- Co ci odbiło idioto?! Jeszcze trochę a udusił byś mnie na amen! Morderca! – zdyszana siedziała na ziemi próbując odzyskać normalny oddech.
- Zimno ci?
- Czy ty sobie żartujesz? Ty nadal o tym?
- Zimno ci? – powtórzyłem pytanie.
- Oczywiście, że nie! Przez to wszystko tak się zgrzałam, że prawie oddychać nie mogę!
Uśmiechnąłem się tylko do zdenerwowanej wadery.
- I co się szczerzysz?! – krzyknęła.
- Nie ma za co
- Ha?
- Dzięki mnie nie jest ci zimno. Powinnaś mi dziękować.
Szczurek patrzył na mnie jak wryty. Jej mina mówiła więcej niż tysiąc słów. Jeszcze chwilę tak postaliśmy, aż w końcu stwierdziłem:
- No, nic tu po mnie – odwróciłem się w drugą stronę – nie mam czasu by dalej wtrącać się w twoje życie. Mam też swoje – mrugnąłem do Azzy, a ta nadal patrzyła na mnie zdziwiona.
Poszedłem w swoją stronę, zostawiając waderę samą przy stawie.


Azzai?

piątek, 3 marca 2017

Od Chinmoku

Środek nocy. Leżałem w swojej jaskini rozmyślając o spotkanej dzisiaj waderze. Przypomniałem sobie jak mnie nazwała.
‘’Pawianie w masce’’
Prychnąłem pod nosem. Urocze doprawdy. Po chwili przemyśleń postanowiłem odwiedzić wspomnianą waderę.
- Chyba nie będzie mi miała za złe jeśli złożę jej niezapowiedzianą wizytę – powiedziałem do siebie z uśmiechem.
Po chwili lotu, zapukałem ogonem do jej jaskini.
- Huh? Kto tam? – odpowiedziała zaspanym głosem.
- Witam ponownie Szczurku – wychyliłem się zza skały na tyle aby ujrzała moje oblicze.
- Co? Znowu ty Pawianie?! – gwałtownie wstała z posłania i ustawiła się w pozycję bojową.
- A ja – uśmiechnąłem się i podniosłem z dumą głowę.
- Czym sobie zasłużyłam na twoją obecność? Nie chcę cię nawet widzieć!
- Czyżbym popadł w niełaskę? Czuję się urażony – zrobiłem minę skrzywdzonego szczeniaka.
- Oj ty już nie staraj się mnie czarować! Co ty sobie wyobrażasz padalcu! Wchodzisz do mojego mieszkania jak gdyby nigdy nic, budzisz mnie, po czym zaczynasz na siłę mnie irytować! – była gotowa się na mnie rzucić.
Uniosłem się ponownie w górę, patrząc na rozwścieczoną waderę.
- Łał ostro..
- Wynoś się!
- Zniż tony Szczurku
- Działasz mi na nerwy. Jestem rozespana, a nienawidzę gdy mnie ktoś wyrywa ze snu.
- Ojejciu przepraszam – unosząc się w powietrzu, podleciałem na tyle blisko wadery aby spojrzeć jej w oczy, nie traciłem uśmiechu – mi samemu nie zdarza się budzić kogoś w środku nocy
- Odsuń się ode mnie – odchyliła pyszczek z odrazą.
Po chwili ziewnąłem.
- Hmm. W sumie sam już pójdę spać. Wiem, że pożegnania bywają bolesne ale muszę to zrobić za nim zasnę ci na łapach. Do zobaczenia Szczurku.
- Żegnam ozięble.
Wyleciałem z jaskini i wszedłem do swojej. Ułożyłem się na swoim posłaniu po czym zasnąłem snem smacznym i głębokim.


Azzai? Jeszcze cię trochę powkurzam :> xd

środa, 22 lutego 2017

Nowy basior - Chinmoku!

snow_body

"Śmiejesz się ze mnie bo jestem inny? Ja się śmieję z ciebie bo jesteś taki reszta"


Imię: Chinmoku
Pseudonim: Chin
Wiek: 4 lata 8 miesięcy
Płeć: Basior
Charakter: Chinmoku jest bardzo niezależnym i złośliwym basiorem. Lubi dokuczać wilkom i podsłuchiwać ich rozmowy po czym czerpać z tego jak najwięcej korzyści. Zawsze chodzi uśmiechnięty. Wyraża się kulturalnie i ze spokojem, jednak lubi chwytać za słówka. Jest też bardzo pamiętliwy i przebiegły. Jeśli zdobędziesz jego zaufanie zyskasz lojalnego przyjaciela, ale nie licz na taryfę ulgową, chociażby w droczeniu się z nim. Mimo swojej złośliwej natury, ciężko mu znieść samotność. Właściwie można go porównać do kota Cheshire z Alicji w Krainie Czarów.
Wygląd: Chin nie jest dużym basiorem. Można powiedzieć, że jest jednym z niższych. Jego sierść jest w odcieniach biało-czarnych, a na grzbiecie, łapach oraz głowie wędrują złote linie o nieregularnych kształtach. Ogon jest po części zrobiony z cienia, jest on bardzo puszysty i delikatny. Widnieją na nim również duże, czerwone pióra pewnego bardzo rzadkiego ptaka którego niegdyś zabił. Pióra te zobaczyć można również z tyłu jego głowy. Na jego pyszczku można zauważyć również czarną maskę balową, z małym krwistym diamencikiem.
Stanowisko: Szpieg
Umiejętności: Intelekt: 10 | Siła: 4 | Zwinność: 8 | Szybkość: 5 | Magia: 11 | Wzrok: 4 | Węch: 4 | Słuch: 4
Rasa: Wilk Chaosu
Żywioły: Chaos, Umysł
Moce: -Przemienianie się w cień
-Czytanie w myślach
-Hipnoza, manipulacja
-Bezszelestne poruszanie się
-Potrafi unieść się na 4 metry w powietrze
-Potrafi wytworzyć pyłek oszołomienia, który działa jak narkotyk
Rodzina: Nie pamięta jej. Najprawdopodobniej powstał z wilczej niezgody.
Partner/ka: Może kiedyś znajdzie się wadera która da radę z nim wytrzymać
Potomstwo: Brak
Historia: Już jako szczeniak szukał miejsca gdzie mógłby się podziać. Raz trafił na jakiś czas do innej watahy ale po roku rozpadła się z powodu wymordowania większości wilków. Wtedy znowu rozpoczął samotną tułaczkę. W końcu bliski rozdarcia odnalazł WSM i dołączył.
Przedmioty: Maska Balowa
Głos: <klik> Hiroshi Kamiya ^^
Właściciel: Hakiyuu